Strony

czwartek, 2 października 2014

2.

Godziny ciągnęły się niesamowicie. Minął jeden dzień, a ja czuje się jakby to był już tydzień. Moje zaspane oczy skanowały cały pokój, światło dochodzące z korytarza wystarczyło, abym zobaczyła, że wszyscy jeszcze śpią. Najciszej jak potrafiłam odsunęłam krzesła, tak abym mogła wyjść. Wzrokiem zaczęłam szukać latarki, którą wczoraj znaleźliśmy. Jack przytulał się do niej jak do pluszowego misia, a ja po prostu nie mogłam się nie uśmiechnąć. Ukucnęłam delikatnie zabierając latarkę, blondyn nie chciał mi jej oddać, jednak po małym szarpaniu udało mi się ją zabrać. Obeszłam ostrożnie wszystkie "łóżka" i wyszłam. Światło dzienne nie dochodziło tutaj, zostawały nam tylko te lampy, które co chwila migały, a widoczność była jeszcze bardziej utrudniona. Idąc korytarzem w poszukiwaniu jakiegokolwiek jedzenia czy picia, miałam wrażenie, ze wody jest znacznie mniej. Moje trampki do końca nie wyschły więc nie czułam jak woda wlewa się do moich butów. Światła się kończyły, a głosy w mojej głowie zaczynały się pojawiać. Biłam się z myślami czy powinnam iść dalej, albo zawrócić.
- Co ty tu robisz sama? - odwróciłam się. Latarka prosto świeciła na osobę przede mną. Brunet zasłaniał ręką rażące światło.
- Nigdy mnie tak nie strasz! A zwłaszcza tutaj. - powiedziałam oburzona.
- Nie chciałem Cię przestraszyć. - powiedział chłopak zabierając mi z ręki latarkę. - Przepraszam, ale ty nie powinnaś wychodzić sama. Zwłaszcza tutaj. - stwierdził z troską Eric. - Właściwie, co tutaj robisz?
- Szukam jakiegoś jedzenia, picia, czegokolwiek. - oznajmiłam.
- To chodzimy razem. - ruszyłam za Eric'em. Moja ciekawość była zbyt silna, aby zawrócić i zignorować szepty. Próbując je chociaż odrobinę zrozumieć trzymałam mocno kawałek bluzy chłopaka. Na ścianie już nie pokazywały się żadne drzwi, ale głosy nadal były kompletnie niezrozumiałe. Westchnęłam z bezsilności, kiedy wszytko ucichło, słyszałam jedynie ciche stukanie czymś metalowym o ścianę, podobnie jak Katerina kiedy ją znaleźliśmy. Aby upewnić się ze tym razem nie tylko ja to słyszę spojrzałam na Erica, chłopak w uwagą wpatrywał się we trzy tunele. Ciężko było stwierdzić z którego dochodzi ten dźwięk zwłaszcza jakie echo przychodziło się po korytarzu.
- Idziemy? - zapytał.
- Jesteś pewny?
- Nie. - zrobiłam krok do przodu. Strach był we mnie wszędzie, w głowie słyszałam jedynie "Nie idź." albo "To się źle skończy!", moje ręce całe się trzęsły, a warga krwawiła od jej zagryzania, aby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Wody nie było wcale, a na murach same graffiti. Muszę przyznać, że czuje się jak w jakimś tunelu, który prowadzi na drugą ulice w centrum. Wszystko wyglądało tak normalnie, brakowało tylko schodów na dwór, które bardzo by się przydały.

Śmiech. Śmiech, który nie należał Ani do mnie, ani to mojego towarzysza. Zatrzymałam się gwałtownie, latarka zgasła, a śmiech stał się bardziej wyraźny. Jak by to co się stało było tuż obok mnie. Mocno trzymałam Erica, ciemność jaka była obok nas uniemożliwiała mi zobaczenie czegokolwiek i kogokolwiek. Chłopaka ręce objęły mnie przesuwając do siebie, czułam jak moje serce biło jak by zaraz miało wyjść z mojej klatki piersiowej. Cisza, wytrzymałam oddech zresztą nie tylko ja. Staliśmy wtuleni w siebie, nic nie widząc i słysząc. Latarka zapaliła się, nie czułam bliskości chłopaka, zanim zdążyłam się odwrócić latarka upadła na podłogę robiąc okropny hałas przy tym. Podniosłam ją, na szczęście jeszcze świeciła, świeciłam dookoła szukając chłopaka. Nigdzie do nie było, nagle jak by wyparował. Nigdy w życiu nie bałam się jak teraz, byłam bliska płaczu, albo jakieś histerii.
- Samanta! - słysząc krzyk Erica szybko zaczęłam się rozglądać. - Zostaw mnie! - znowu. Widząc chłopaka wciąganego za jakiś zaułek, którego wcześniej prawdopodobnie nie było, albo przynajmniej nie zauważyliśmy go. Podbiegłam do niego łapiąc za ręce, ciągnęłam odpychając się nogami od muru za ręce chłopaka, wszytko działo się tak szybko, ze nie byłam w stanie myśleć. Nagle poczułam ciało chłopaka na sobie, pomagając sobie nawzajem wstaliśmy ruszając najszybciej jak potrafiłam przed siebie. Stojąc pod lampami odetchnęłam z ulgą. Moje ciało całe się trzęsło, płuca bolały od braku tlenu, Eric wcale nie wyglądał lepiej. Jego policzki były mokre od płaczu, a wyraz twarzy obojętny. Złapałam za jego rękę, podskoczył zabierając ją.
- Gdzie wy byliście?! - zapytała biegnąca Katerina z Jack'iem w naszą stronę. - Nic wam nie jest? - złapała Erica za ręce jednak ten szybko się odsunął, znikając w pokoju.
- Nie wiem. - wzruszyłam ramionami. Co mogłam im powiedzieć? Sama zbyt wiele nie wiedziałam oprócz tego, ze nie jesteśmy sami i cokolwiek chowa się w tych korytarzach wcale nie ma przyjaznych zamiarów wobec nas. Usiadłam na zimnej ziemi, twarz schowałam w dłoniach, a nogi podkuliłam pod brodę. Czemu właśnie my? Dlaczego nie mogę jak inne dziewczyny w moim wieku pracować w jakieś firmie, obgadywać koleżanki z pracy razem z jakaś inną. Zakochać się w jakimś chłopaku, który okaże się żonaty? Oh, wole o wiele taki scenariusz mojego życia niż ten jaki przeżywam. Spojrzałam przed siebie, przy ścianie widoczna była osoba, Eric siedział w ciemnościach kompletnie sam. Tak bardzo chciałbym iść do niego, powiedzieć, ze wszytko będzie dobrze, ale jaką miałam gwarancję że tak będzie? Przecież w naszym wypadku to najgłupsza odpowiedz jaką można usłyszeć.
- Powiesz co się stało? - zapytała Katerina siadająca obok mnie.

   ***
Pijąc wodę, którą udało mi się odnaleźć siedziałam wpatrując się w jakiś bardzo stare obrazy. Nie mogąc myśleć o Ericu, stworze które chowa się w korytarzach, po prostu ruszyłam szukając czegokolwiek. Nie wiem jak mi się to udało, ale znalazłam kuchnie, w której było jakiś jedzenie. Generalnie same zupki Chińskie, co wydało się jeszcze bardziej dziwne? Był i gaz. Tak mamy kuchnie, jestem pewna, że łazienka też jest, za pewnie również działa bo jak by inaczej. Marzyłam tylko o wygodnym łóżku, a przed tym gorąca kąpiel, ale zaraz wracałam do rzeczywistości i widziałam zniszczone ściany razem z wodą w korytarzu oraz krzesłami, które wyglądają jak by zaraz miały się rozpaść.
- Nie odezwał się ani słowem. - westchnęła Katerina siadając na jakimś blacie całym w kurzu.
- Wiesz, nie wiadomo co się tam działo. Co on widział, a czego ja nie. Dajmy mu czas. 
- Ale go nie mamy! Ocknij się! Nie jesteśmy na wakacjach! - dziewczyna podnosząc głos wymachiwała rękoma.
- Coś ty nie powiesz?
- Chodzi tylko o to, ze nie mamy czasu na jakiekolwiek załamania. Trzeba się stąd wydostać. Przykro mi, ale bez łazienki oraz na samych przeterminowanych zupkach nie zamierzam żyć.
- Wiem, ale nie wiesz co on zobaczył. Nie wiesz jak to jest. Musimy się wspierać, a nie nawzajem obwiniać! To żadnego z nas wina.
- A czy ja mówię o czyjejś winie?
- Tak, napiłbym się wina. Najbardziej lubię czerwone, a wy? - wchodząc do kuchni Jack przerwał nam rozmowę. Ignorując go, zostawiłam ich samych. Słysząc okropny huk podbiegłam do pokoju w którym siedział Eric. Na środku leżała nieprzytomna dziewczyna, którą widzę po raz pierwszy na oczy.

2 komentarze:

  1. Jezuuu, weź nie przerywaj w takim momencie!!!! :D Rozdział zajebisty <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny rozdzial. Atmosfera grozy, tajemnica i straszne korytarze. Ekstra atmosfera. Nie mam chyba nic do czego moglabym sie przyczepic ;D
    Tak mnie zaciekawilas ze nie moge sie doczekac nastepnego rozdzialu.
    Zycze weny i pozdrawiam goraco :*

    OdpowiedzUsuń